W tym roku We Don’t Have Time kończy dziesięć lat. Oznacza to, że spędziłem dziesięć lat w sercu kryzysu klimatycznego, pracując niemal bez przerwy. Moje dwoje najmłodszych dzieci nigdy tak naprawdę nie znało ojca, którego praca byłaby czymś innym. Dziesięć lat transmisji, tygodni klimatycznych i szczytów COP na różnych kontynentach. Dziesięć lat wyjazdów, pracy do późna, zbierania funduszy i walki o utrzymanie tego projektu przy życiu.
Po dziesięciu latach myślałem, że poczuję, że coś osiągnęliśmy. Że te wszystkie lata, cała ta praca, całe to poświęcenie dokądś nas zaprowadziły.
Zamiast tego czuję głównie wyczerpanie.
Ponieważ kryzys nie zwolnił, podczas gdy my nad nim pracowaliśmy. Po dziesięciu latach wydaje się on pilniejszy niż w dniu, w którym zaczynaliśmy. A obserwując rozwój wydarzeń latem 2026 roku, to wyczerpanie pogłębiło się w coś bliższego żalowi. Bo wreszcie mogę nazwać to, co nas zabija, a nie jest to dwutlenek węgla.
To kłamstwo. Uważam, że to największe kłamstwo, jakie kiedykolwiek wypowiedziano, i pokażę wam, dlaczego doszedłem do takiego wniosku. Nie jest ono wykrzykiwane przez ekstremistów. Wypowiadają je spokojnie, rozsądni ludzie, w parlamentach, salach konferencyjnych i studiach informacyjnych. Składa się zaledwie z czterech słów:
„Mamy więcej czasu”.
Pierwsze kłamstwo
Chcę być precyzyjny co do kłamstwa, które mam na myśli, ponieważ to niewłaściwe przyciąga całą uwagę. Negacjoniści, którzy twierdzą, że nie ma problemu, odwracają uwagę. Zaledwie 15 procent Amerykanów wciąż im wierzy. Kłamstwo, które faktycznie rządzi światem, to jego szanowana wersja: ta, która akceptuje naukę, chwali Porozumienie Paryskie i planuje rozwiązanie na dekadę, która ciągle się oddala. Reżyser Adam McKay, twórca filmu Don’t Look Up, niedawno nazwał dokładnie to kłamstwo: zmiana klimatu jest prawdziwa, ale nie jest pilna. Róbcie dalej to, co robicie.
To kłamstwo miało swoich autorów. Badacze odkryli, że własne modele klimatyczne Exxon od 1977 roku przewidywały globalne ocieplenie z niezwykłą dokładnością, podczas gdy publiczne komunikaty firmy mówiły coś przeciwnego. Ale to właśnie czyni je zbrodnią doskonałą: kłamstwo nie potrzebuje już kłamców. Przetrwało, ponieważ jest wygodne, ponieważ schlebia instytucjom, które je powtarzają, i ponieważ zaprzeczanie mu brzmi ekstremalnie. Największe kłamstwa nigdy nie są narzucane siłą. Są przyjmowane.
A prawda, którą ukrywa, jest następująca: jest już za późno. Za późno, by uniknąć katastrofy, ponieważ katastrofa już się zaczęła. To, na co nie jest za późno, i wszystko w tym artykule zależy od tego rozróżnienia, to decyzja o tym, jak wielka się ona stanie. Zapisaliśmy to rozróżnienie w naszym manifeście, kiedy zakładaliśmy We Don’t Have Time: pytanie już nie brzmi, czy katastrofa nadejdzie, ale jaki będzie jej zasięg i czy zniszczy nasze społeczeństwa.
Czytałem te słowa ponownie tego lata. Dziesięć lat temu były ostrzeżeniem. Dziś są opisem rzeczywistości.
W 2024 roku, po raz pierwszy, pełny rok kalendarzowy przekroczył o 1.5°C poziom sprzed epoki przemysłowej.
W czerwcu tego roku, podczas rekordowej fali upałów w Europie Zachodniej, w ciągu jednego tygodnia odnotowano 10,650 nadmiarowych zgonów. To nie prognozy. Nie przyszłe ofiary. Ludzie, którzy żyli osiem tygodni temu, w Europie, jednym z najbogatszych i najlepiej przygotowanych regionów świata.
2024 był pierwszym pełnym rokiem kalendarzowym powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej (Copernicus).
Nadmiarowe zgony w ciągu jednego tygodnia podczas europejskiej fali upałów w czerwcu 2026 roku.
Nadmiarowe zgony rocznie do 2050 roku: celowo zaniżone szacunki IPCC.
A to dopiero początek krzywej. IPCC z dużą pewnością prognozuje nadmiar 250,000 zgonów rocznie do 2050 roku. To 25 tygodni, takich jak ten, który właśnie przeżyła Europa, każdego roku, w okresie aktywności zawodowej każdego, kto to czyta. I jest to celowo zaniżony szacunek: uwzględnia tylko cztery przyczyny śmierci i całkowicie pomija burze, powodzie, pożary, konflikty i migracje.
Mimo to nasza polityka wciąż posługuje się czasem przyszłym, a nasi przywódcy działają w oparciu o ten czas, a nie o fakty. Tego lata, gdy w ciągu trzech miesięcy Europę nawiedziły trzy fale upałów, udokumentowałem 45 przypadków wycofania się z polityki klimatycznej w ciągu jednego roku, w 15 jurysdykcjach, z czego sześć miało miejsce podczas samej fali upałów. Żadna z tych decyzji nie jest możliwa bez tych czterech słów. Nikt nie osłabia rynku emisji dwutlenku węgla ani nie otwiera na nowo arktycznych złóż ropy, wierząc, że nie mamy czasu. Każde wycofanie się jest kłamstwem wpisanym w prawo.
Historia prowadzi akta takich kłamstw
Nie sięgnąłem po ten superlatyw lekkomyślnie. Dziesięć lat wewnątrz tego kryzysu zmusza do badania, jak społeczeństwa same siebie okłamują, i spędziłem dużo czasu z innymi kandydatami do tego miana. Policzcie więc ze mną zmarłych.
Schemat nigdy się nie zmienia. Fakty były znane od początku. Kłamstwo było podtrzymywane nie przez złoczyńców, ale przez instytucje chroniące swoją wygodę. A szanowana prasa rzadko kłamała wprost; ona szeptała. Drukowała informacje o znanej katastrofie małym drukiem, na wewnętrznych stronach, otoczone wątpliwościami, podczas gdy na pierwszej stronie widniały zwykłe wiadomości dnia. Rozpoznaję ten szept za każdym razem, gdy informacja o rekordowej fali upałów ląduje na dalszych stronach.
Dlaczego to jest największe
Ludzie często przywołują „ziemia jest płaska” jako największe kłamstwo w historii. To demaskujący błąd: wykształceni ludzie wiedzieli, że Ziemia jest okrągła już od starożytności. Prawdziwie wielkie kłamstwa nigdy nie dotyczą faktów, których nikt nie znał. Dotyczą faktów, które znali wszyscy u władzy. Oceńcie te cztery słowa w ten sposób, w trzech wymiarach.
- 01
Zasięg
Kłamstwo tytoniowe było wymierzone w palaczy, ołowiane w dzieci w miastach, czarnobylskie w region. To kłamstwo jest wymierzone w każdego żyjącego człowieka i każdego, kto kiedykolwiek się urodzi.
- 02
Kumulacja
Każde inne kłamstwo było statyczne; to się kumuluje, ponieważ fizyka nie robi sobie przerwy, gdy my debatujemy, a każdy rok spędzony wewnątrz tych czterech słów zatrzymuje ciepło, którego żadna przyszła uczciwość nie będzie w stanie uwolnić.
- 03
Rekrutacja
Jego geniusz polega na tym, że rekrutuje uczciwych ludzi. Nigdy nie trzeba było być skorumpowanym, by powiedzieć „mamy więcej czasu”. Wystarczyło tylko woleć znośne zdanie od nieznośnego.
Do tego dochodzi liczba ofiar, które jeszcze przed nami. Badanie opublikowane w Nature Communications, liczące wyłącznie zgony spowodowane temperaturą, oszacowało 83 miliony dodatkowych zgonów do 2100 roku w świecie, który osiągnie 4.1°C ocieplenia i stwierdza, że 74 milionom z nich wciąż można zapobiec dzięki szybkiej dekarbonizacji. To ostrożny szacunek. Drugi pochodzi od aktuariuszy, których zadaniem jest mierzenie ryzyka. W swoim raporcie Planetary Solvency Institute and Faculty of Actuaries oraz University of Exeter klasyfikują ocieplenie o 2°C lub więcej do 2050 roku jako ryzyko ponad dwóch miliardów zgonów i utraty co najmniej 25% światowego PKB. Przy 3°C lub więcej, klasyfikują ryzyko jako ekstremalne z ponad czterema miliardami zgonów.
To nie są prognozy. To scenariusze ryzyka, obliczane w bardzo podobny sposób, w jaki ubezpieczyciele oceniają prawdopodobieństwo i koszt katastrof. I zauważmy: nie nazywamy aktuariuszy alarmistami, gdy każą nam ubezpieczyć dom od pożaru, który prawdopodobnie nigdy nie nastąpi. Płacimy składkę, ponieważ strata byłaby nie do przeżycia. To jest ta sama matematyka, zastosowana do wszystkiego.
Jak to możliwe, że poważne instytucje tak bardzo się różnią? Ponieważ mierzą różne rzeczy. Liczba podawana przez IPCC to wartość minimalna: cztery przyczyny śmierci, liczone pojedynczo, przy założeniu funkcjonujących społeczeństw i udanej adaptacji, w procesie, pod którym podpisuje się każdy rząd, włączając w to petro-państwa. Badacze, którzy przeanalizowali dotychczasowe działania IPCC, odkryli, że systematycznie zaniża ono skalę tego, co faktycznie się dzieje, popełniając, jak sami to ujęli, błąd po stronie najmniejszego dramatyzmu. Aktuariusze zadają pytanie, którego ta minimalna wartość nie obejmuje: co się stanie, gdy skutki przestaną następować po sobie, gdy nieurodzaje przerodzą się w kryzysy żywnościowe, te w migracje, a te w wojny. Prawda niemal na pewno leży gdzieś pomiędzy tą minimalną wartością a scenariuszem, a ta niepewność nie jest pocieszeniem. Jest problemem. A jednak zauważmy, która liczba jest cytowana w parlamentach. Zawsze ta minimalna. Najbardziej elegancka sztuczka tego kłamstwa polega na tym, by wziąć ciężko wypracowaną ostrożność nauki, stworzoną jako zbroja przeciwko denialistom, i przedstawić ją nam jako uspokojenie.
Dwa miliardy.
Każdy słupek poniżej jest proporcjonalny. Druga wojna światowa to ta cienka linia, którą ledwo widać.
Liczone w wojnach światowych
Każdy blok poniżej to cała druga wojna światowa. Cała. Sześć lat, każdy front, każdy obóz, każde miasto.
×25 przy 2°C: ryzyko, które dziś wyceniają aktuariusze.
×50 przy 3°C: za życia dzieci, które dziś chodzą do szkoły.
Od miesięcy zmagam się z tą liczbą i wciąż nie wiem, co z nią zrobić. Najtragiczniejsze wydarzenie w naszej historii, druga wojna światowa, pochłonęło od 70 do 85 milionów ludzi. Aktuariusze opisują ryzyko dwadzieścia pięć razy większe, a przy 3°C, pięćdziesiąt razy większe, które może się zmaterializować za życia dzieci chodzących dziś do szkoły. Przeczytajcie to jeszcze raz. I pamiętajcie, że ryzyko, w przeciwieństwie do prognozy, jest właśnie tym, w odpowiedzi na co należy działać, zanim uzyska się pewność.
A oto zdanie, którego unikałem przez dziesięć lat, ponieważ jest zbyt brutalne, by większość liderów wypowiedziała je na głos i, szczerze mówiąc, zbyt brutalne nawet dla mnie, bym myślał o nim na głos: to już nie jest najgorszy scenariusz. Raport ONZ „Emissions Gap Report” pokazuje, że obecna polityka prowadzi nas na ścieżkę ocieplenia nawet o 2,8°C. Katastrofa wyceniona przez aktuariuszy nie jest już tylko mało prawdopodobnym scenariuszem. Znajduje się na drodze, którą faktycznie jedziemy.
Kłamstwo, które mówimy dzieciom
Żyję w tym kryzysie każdego dnia, ale większość mojej pracy dotyczy rozwiązań. Mówię o postępach, które robimy, o skalowanych technologiach, o ludziach, którzy budują, o powodach, by się nie poddawać. I wierzę w to wszystko. Ale wiem też, że to nie dzieje się wystarczająco szybko.
To jest ta część, z którą najtrudniej mi się pogodzić. Jak mam spędzać cały dzień, mówiąc o postępach, a potem spojrzeć na własne dzieci i wyjaśnić im, że wciąż nie robimy wystarczająco dużo i że mogą zapłacić za to niewyobrażalną cenę, ponieważ wmawialiśmy sobie, że wciąż mamy czas?
Więc robię to, co większość rodziców. Pytam o szkołę. Jemy kolację. Rozmawiamy o zwykłych sprawach. I przez kilka godzin próbuję żyć tak, jakby to były zwykłe czasy.
Większość z nas, którzy wiedzą: liderzy, naukowcy, dziennikarze, rodzice, wciąż łagodzi prawdę, gdy temat pojawia się w rozmowach z ludźmi, których kochamy. Ja też to robię. I za każdym razem, gdy to robimy, kłamstwo zyskuje kolejnego nosiciela.
To jest moje wyznanie.
Tym artykułem z tym kończę.
Pozwólcie więc, że powiem coś, co jest równie prawdziwe i co mogę powiedzieć moim dzieciom, patrząc im w oczy: nic z tego nie jest przesądzone. Żadna z tych śmierci jeszcze nie nastąpiła. Różnica między drogą, na której jesteśmy, a tą, którą moglibyśmy obrać, to nie przeznaczenie. To decyzje, podejmowane przez ludzi z imionami i nazwiskami, piastujących urzędy i mających wybory do przegrania. Największe kłamstwo w historii to to, którym obecnie żyjemy, i wciąż można je zdemaskować na czas.
Co mówię moim dzieciom
„Nic z tego nie jest przesądzone. Żadna z tych śmierci jeszcze nie nastąpiła. Przepaść między drogą, na której jesteśmy, a tą, którą moglibyśmy obrać, to nie przeznaczenie. To decyzje, podejmowane przez ludzi, którzy mają nazwiska, urzędy i wybory do przegrania”.
A co, jeśli szkoła też kłamała?
Jeśli trudno jest poczuć tę skalę, zmniejszmy ją. Wyobraź sobie, że szkoła twojego dziecka odkryła, że budynek powoli wypełnia się gazem, który może wywołać u dzieci raka w dorosłym życiu, i zamiast was o tym poinformować, wysyłała do domów radosne biuletyny. Nauczyciele wiedzieli, dyrektor wiedział, zarząd wiedział, a każde zebranie z rodzicami kończyło się tak samo: jesteśmy świadomi, jest czas, dzieciom nic nie będzie.
Nie nazwałbyś tego ostrożnością. Nigdy byś tego nie wybaczył. A teraz zrozum: tą szkołą jest świat, a każde żyjące dziś dziecko jest do niej zapisane.
Pierwsza część ich wyroku jest już przesądzona. Dzieci żyjące dzisiaj dorosną w trudniejszym świecie, niż musiały. Gorętsze lata, droższa żywność, groźniejsze burze. To właśnie kupiło nam czterdzieści lat powtarzania tych czterech słów i żadna szczerość tego nie cofnie. Ale druga część wciąż jest pisana, w tych samych gabinetach, w których podjęto decyzję o 45 zmianach kursu. Pozwólmy temu kłamstwu trwać przez kolejną dekadę, a przekażemy naszym dzieciom świat wyceniony przez aktuariuszy. Zdemaskujmy je teraz, a przekażemy im trudne stulecie, ale takie, w którym da się żyć.
Trudniejsze życie albo ryzyko, że nie będzie go wcale. To jest wybór, którego po cichu dokonują dla naszych dzieci te cztery słowa. To właśnie jest stawką za każdym razem, gdy lider, redaktor lub gość przy kolacji je wypowiada, a wszyscy grzecznie kiwają głowami. Każdy rodzic zna odruch, by powiedzieć „wszystko będzie dobrze”. To miłość i to jest dokładnie ten odruch, który to kłamstwo wykorzystuje. To najgłębsze źródło pożywienia dla tego kłamstwa i najtrudniejsza rzecz, jakiej nauczyłem się przez dziesięć lat: nie jest ono podtrzymywane głównie przez chciwość. Jest podtrzymywane przez przyzwoitych ludzi, którzy go potrzebują, ponieważ prawda wydaje się niemożliwa do wypowiedzenia osobom, które kochają. Ale jest różnica między pocieszaniem dziecka a okłamywaniem go. Pocieszenie mówi: coś jest nie tak, a ja robię wszystko, co w mojej mocy. Kłamstwo mówi: nic się nie dzieje. Nasze dzieci będą wiedziały, co wybraliśmy, a jeśli wybierzemy źle, zadadzą nam jedyne pytanie, które będzie miało znaczenie:
Wiedzieliście. Mówiliście, że jest czas. Czas do czego? Do kiedy? Do nas?
Drugie kłamstwo
I gdy tylko pierwsze kłamstwo staje się niemożliwe do utrzymania, pojawia się jego następca: „Jest już za późno, więc nic nie ma znaczenia”.
Można obserwować, jak staje się to normą. Brytyjski Telegraph opublikował niedawno szeroko udostępniany i komentowany felieton swojego redaktora pod tytułem „Przegraliśmy wojnę ze zmianami klimatu. Czas porzucić cel zeroemisyjności netto”. Zmiany klimatu są realne, przyznaje. Ale bitwa jest przegrana, więc po co dalej walczyć?
„Jest już za późno”.
To jest drugie kłamstwo, które wyrasta wprost z pierwszego. Przez dziesięciolecia wmawiano nam, że wciąż jest czas. Że zmiany klimatu to problem na później. A teraz, gdy to „później” nadeszło, nagle słyszymy coś przeciwnego: jest za późno, więc po co w ogóle próbować?
Ale spójrzmy, dokąd prowadzą oba te argumenty. „Mamy więcej czasu” przez dziesięciolecia zapewniało przepływ paliw kopalnych. Teraz „jest za późno” grozi dokładnie tym samym przez kolejne dziesięciolecia.
Prawda leży pomiędzy tymi dwoma kłamstwami. Jest surowsza niż „mamy więcej czasu”, ale o wiele bardziej napawa nadzieją niż „jest za późno”. Tak, jest za późno, by uniknąć wszystkich szkód. Ale absolutnie nie jest za późno, by ocalić dziesiątki milionów istnień ludzkich. A to tylko wartość minimalna, licząc same upały. Te 74 miliony zgonów, którym można zapobiec, nie są nieuniknione. Zależą od tego, co zrobimy dalej. Każda dziesiąta część stopnia ma znaczenie, a każdy ułamek stopnia ocieplenia, którego unikniemy, oznacza mniej ofiar śmiertelnych.
I żeby było jasne: rozsądni ludzie mogą się nie zgadzać co do technologii, kosztów i ścieżki, którą powinniśmy obrać. Debata dotyczy tego, jak działamy. Kłamstwem jest to, że możemy sobie pozwolić na czekanie.
Obie połowy prawdy
I tu muszę dokończyć wyznanie, które zacząłem wcześniej, ponieważ ma ono swoją zawodową połowę.
Przez dziesięć lat moją zasadą jako komunikatora klimatycznego było zaczynanie od rozwiązań. Nigdy nie panikować. Zawsze łączyć mroczny fakt z drogą naprzód. Razem z moim współzałożycielem Davidem Olssonem i naszymi kolegami zbudowaliśmy całą platformę medialną wokół tej zasady. I nadal w nią wierzę, ponieważ widziałem, co rozpacz robi z ludźmi: przestają działać. Ale tego lata zrozumiałem coś, czego nie chciałem zrozumieć. Przez te wszystkie lata, kiedy mówiłem o postępach, ale łagodziłem poczucie pilności, nie zawsze walczyłem z kłamstwem. Czasami pomagałem gościć jego najbardziej przyjazną wersję.
Pozwólcie więc, że tym razem powiem to jak należy. Obie połowy, połączone w jedną całość.
Postęp jest realny i nie jest mały. Świat inwestuje teraz mniej więcej dwa dolary w czystą energię na każdego jednego dolara w paliwa kopalne. W ubiegłym roku energia słoneczna zapewniła największy roczny wzrost produkcji, jaki kiedykolwiek osiągnęło jakiekolwiek źródło energii elektrycznej, a jeden na cztery nowe samochody sprzedawane na świecie był elektryczny. Rozwiązujemy ten problem. Maszyna jest zbudowana. Działa. Transformacja jest realna. To nie jest nadzieja. To są dane.
A teraz ta połowa, którą zwykłem bagatelizować. Rozwiązujemy go zbyt wolno, by miało to wystarczające znaczenie, a cała przepaść między prędkością, którą mamy, a tą, której potrzebujemy, jest dziełem kłamstwa, bronionego spotkanie po spotkaniu w salach, gdzie podejmowano decyzje o 45 zmianach kursu. Tej przepaści nie mierzy się w punktach procentowych. Mierzy się ją w ludziach. Badanie śmiertelności, które wcześniej cytowałem zawiera liczbę stworzoną dokładnie w tym celu: według jego centralnych szacunków, mniej więcej każde 4400 ton CO2 kosztuje jedno ludzkie życie w tym stuleciu, licząc tylko zgony z powodu upałów. Ludzkość emituje około 100 milionów ton każdego dnia. Podzielcie. Każdy dzień wewnątrz tych czterech słów niesie ze sobą przyszłą liczbę ofiar śmiertelnych przekraczającą dwadzieścia tysięcy osób. I ta sama matematyka działa w drugą stronę: każdy dzień, w którym działamy szybciej, mierzy się w zgonach, które nigdy nie nastąpią, w matkach, które dożyją starości, w dzieciach, których imion żadne badanie nigdy nie będzie musiało liczyć.
Zwłoka zabija. Szybkość ratuje.
Transformacja nie czeka na pozwolenie. Czeka na prędkość.
Jak umiera największe kłamstwo
Kłamstwa tej wielkości nie umierają od argumentów. Kłamstwo tytoniowe upadło dzięki wewnętrznym dokumentom, informatorom, którzy przestali współpracować, i salom sądowym, gdzie wreszcie można było zadać to pytanie publicznie. Tak samo będzie z tym. Dlatego mój zespół dokumentuje każdą zmianę kursu, wymienia z nazwy każde spotkanie lobbystów i łączy każde twierdzenie z jego źródłem. Historia nie zapyta, czy mieliśmy wystarczająco dużo dowodów. Zapyta, kto lobbował, kto decydował i kto na tym skorzystał.
Wnoście więc to pytanie do każdego pomieszczenia, w którym podejmowane są decyzje. Zapytajcie swojego ministra. Zapytajcie swojego prezesa. Zapytajcie swojego redaktora. Zapytajcie felietonistę, który każe wam się poddać. I zadajcie to pytanie uprzejmie, ponieważ większość ludzi podtrzymujących to kłamstwo to porządni ludzie, którym po prostu nigdy go nie zadano:
„Ciągle powtarzamy, że mamy więcej czasu. Czasu do czego, dokładnie? I skąd to wiemy?”
Największe kłamstwo, jakie kiedykolwiek wypowiedziano, składa się z czterech słów. Prawda również. Dziesięć lat temu uczyniliśmy z tych czterech słów naszą nazwę i wreszcie rozumiem, że odrzucają one oba kłamstwa na raz.
Kłamstwo, które mówi „spokojnie”, mówi nam, że mamy czas, by czekać.
Kłamstwo, które mówi „poddaj się”, mówi nam, że nie ma sensu próbować.
Oba są fałszywe.

